Witam i zapraszam do dyskusji na temat tego co sądzicie o wyjazdach do Wielkiej Brytanii czy USA tylko po to aby uczyć się angielskiego. Czy np reklamowane przez szkoły językowe niezwykle drogie dwutygodniowe kursy dają cokolwiek? Macie jakieś doświadczenia w nauce za granicą?
Wiadomo, iż za granicą musisz rozmawiać w języku angielskim (zakładam, iż chodzi o angielski), czy 2 tygodnie starczy by przełamać barierę mówienia?
Czy można poprawić akcent?
Może trzeba jechać powiedzmy na minimum 3 miesiące (wakacje) aby były jakieś wymierne korzyści?
Co sądzicie?
Witam, ciekawy temat. To może zacznę od minusów wyjazdu:
- W UK jest mnóstwo polskich imigrantów. Można ich spotkać praktycznie na każdym kroku, czy to w szkole, banku czy restauracji. Tak więc jest możliwość mówienia po polsku w UK, co oznacza iż jak się postaramy to można spędzić całe wakacje nie zamieniając słowa po angielsku. Oczywiście zakładam iż jadąc do Anglii chcemy się uczyć, więc do takich sytuacji nie dojdzie, niemniej musicie przyznać, iż idąc do banku i mając świadomość, iż obsługująca nas pani o imieniu Iwona to Polka, to aż chce się zagadać po polsku ;)
- Większość Polaków w UK przebywa w polskim gronie. Nawet po latach okazuje się iż nie mają żadnych znajomych wśród Anglików. Wpadnięcie w takie grono onzacza iż nie zamienimy słowa po angielsku w ogóle....
- Nawet będąc zmuszonym do mówienia po angielsku często mówimy błędnie. Chodzi tylko o to by się dogadać, więc nie zwracamy uwagi na poprawną wymowę, gramatykę, itd. Nic więc nie wynosimy z takiej rozmowy, a co najwyżej utrwalamy błędy
- Nauka zagranicą jest znacznie droższa niż w kraju. Za cenę jednego kursu w UK można mieć kilka w Polsce