Czy nieznajomość angielskiego to obciach?


Jakiś czas temu natknąłem się na artykuł w Onecie, według którego prawie milion osób mieszkających w Wielkiej Brytanii nie zna języka angielskiego. Niesie to za sobą konsekwencje, choćby takie jak problemy ze znalezieniem lepszej pracy, utrudnione kontakty społeczne czy, co wydaje mi się najważniejsze, brak integracji z rodowitymi mieszkańcami wysp. Powoduje to powstawanie gett językowych, w których ludzie porozumiewają się tylko w swoim języku. Znane są przypadki takich społeczności, chociażby w Chicago czy Londynie, gdzie Polacy nie widzą w ogóle potrzeby nauki angielskiego, jako że bez problemu porozumiewają się w języku polskim. Oczywiście problem nie dotyczy tylko Polaków, ale i Hindusów, Rosjan i wielu innych nacji. Dochodzi to kuriozalnych sytuacji, jak np. u mojej znajomej z Londynu, która będąc w ciąży bała się iść do lekarza, gdyż nie potrafiła się z nim porozumieć. Po 6 miesiącach w końcu znalazła tłumacza, ale co jakby zdarzył się wypadek? Jak zadzwonić na "emergency" bez języka?

W tym kontekście, nieznajomość języka to na pewno duże utrudnienie, a i często też wstyd. Szczególnie jak się okaże, że dana osoba mieszka już w kraju od lat.

Co jednak z rodakami mieszkającymi w Polsce? Czy to wstyd nie znać angielskiego?

Założę się, że większość waszych znajomych na pytanie, czy zna angielski odpowiedziałaby, że tak. Gorzej jakby to samo pytanie zadał obcokrajowiec. Okazuje się, że wiele osób mimo lat spędzonych nad książką ma wciąż problem ze zwykłą konwersacją typu wskazanie drogi. Z drugiej strony, czy na pewno wszyscy w Polsce muszą mówić po angielsku? Czy pani sprzątająca na basenie musi znać angielski? Czy kobieta obsługująca petentów w ZUS powinna potrafić porozumieć się po angielsku? Czy powinniśmy wymagać od starszych osób znajomości języka obcego? Pamiętam jakiś czas temu aferę z panią z okienka na PKP, która nie zrozumiała prostego pytania typu „return to Warsaw, please". Pamiętam też swoje oburzenie. Jak to możliwe, że ktoś taki nie zna nawet podstaw języka. Po jakimś czasie sam byłem świadkiem, jak nasza rodaczka poprosiła swojego męża obcokrajowca, by kupił bilet na tak zwanej pipidówie. Jak się możecie domyślić, pani nic nie zrozumiała, a dziewczyna ją wyśmiała i przez kilka minut narzekała na nasz kraj i tłumaczyła, dlaczego to wyjechała z tego "syfu" do porządnego kraju. Tylko czy ta pani, która z angielskim ma kontakt raz na rok, naprawdę musi go znać? Czy w miejscowości, w której zatrzymują się dwa pociągi, musi być osoba znająca angielski? A jeśli tak, to dlaczego nie chiński? Albo hiszpański? Przecież jest więcej osób mówiących tymi językami niż angielskim, a więc i większe prawdopodobieństwo, że będą chcieli kupić bilet.

Mam nadzieję, że dodacie komentarz wraz ze swoją opinią i odpowiedzią na pytanie, czy nieznajomość angielskiego to wstyd? Czy na prawdę trzeba się śmiać z ludzi pracujących na kasie w markecie, że nie znają języka? Czy dostając minimalną krajową, mają wydawać połowę wypłaty na kursy językowe, tylko dlatego, że raz na rok zdarzy się zagraniczny klient? A może zostawimy starsze pokolenie, czy wszyscy młodzi muszą znać angielski? Czy stolarz, mechanik samochodowy pracujący w małej miejscowości powinien mieć zdane CAE? Czekam na komentarze!


Odpowiedzi

Podstawy angielskiego

Angielskiego warto się nauczyć, jednak niewiele osób początkujących wie jak szybko nauczyć się języka angielskiego samemu, bo jak najbardziej podstaw można nauczyć się w domu.

ANGIELSKIEGO Warto się uczyć!

Słuchajcie ja osobiście miałem wielki dyskomfort z tego powodu, że oprócz odmiany to be przez przypadki nie umiałem nic więcej z angielskiego po skończeniu szkoły. Dla mnie to był obciach. Od momentu jak postanowiłem coś z tym zrobić osobiście minęły już dwa miesiące i widzę już ogromne postępy. Uczę się systematycznie po godzinie dziennie i zaczynam już nie tylko rozumieć, pisać i czytać ale nawet sporo potrafię już sam powiedzieć.

Dlatego jeśli nieznajomość angielskiego jest dla Was problemem to warto poświęcić trochę czasu i wziąć się za naukę.

Angielski to podstawa.

Wiesz w angielskim jednak masz znacząco bogatszy wybór tytułów i fajną sprawą jest być na bieżąco. Mój point out został chyba źle przez Ciebie zrozumiany. Chciałem uwypuklić jak bardzo podnosi jakość życia w różnych jego sferach nauka angielskiego i jak istotne jest, by uczyć się go najlepiej już w dzieciństwie. By the way są nawet jakieś określone przez neurobiologię progi wiekowe, kiedy to dzieciaki najlepiej powinny zacząć naukę drugiego języka bo jest to moment, kiedy w mózgu zachodzą duże zmiany komórkowe. Po upływie bodajże 6 czy 7 latek pamięć jest już zapisywana w innych obszarach mózgu i wyuczony język nawet do perfekcji ale w późniejszym czasie, jest zapamiętywany na innym poziomie percepcji. To są takie rzeczy, które współczesna nauka dopiero od niedawna odkrywa. Po za tym bardzo fajnie jest rozmawiać wspólnym językiem z ludźmi z całego świata, gdziekolwiek by się nie było i czytać sobie wspólne książki i w ogóle to jest really cool zabawa, bo nauka to też przyjemność. Więc uważam, że warto jest uczyć się tego języka obcego i myślę, że nigdy nie jest na to za późno o właśnie, choćby po to, by sobie potem buszować w bibliotekach angielskojęzycznych. Bardzo ważna jest motywacja do nauki. Trzeba co prawda więcej czasu i wysiłku włożyć w zapamiętywanie, ale naprawdę warto. Także zachęcam Cię.

Angielski to podstawa

Egzystencja, "odbiór sztuki i nauki, rozumienie kondycji świata" (cokolwiek to może oznaczać) nie istnieją dla ciebie bez języka angielskiego? O muzeach,księgarniach, bibliotekach (pamiętasz jeszcze takie miejsca?) w ojczystym kraju nie słyszałeś? Masz w ogóle jakąś orientację związaną z naszym rynkiem wydawniczym? Chyba nie; jakże współczuję. Nie wiem dlaczego, przypominają mi się słowa o Pawła Jasienicy o M.K. Wiśniowieckim: "władał biegle siedmioma językami, ale w żadnym nie miał nic do powodzenia". A Ty domyślasz się dlaczego?
Zgadzasz się z "negatywnymi opiniami turystów dotyczących nieznających angielskiego kasjerek i obsługujących kolej w naszym kraju", bo nawet w "środku dżungli" mówi się po angielsku. No, no, no, kto by pomyślał: "w środku dżungli". Do głowy nie przyszło Ci nigdy, że jak się przyjeżdża do jakiegoś kraju, WYPADAŁOBY nauczyć się podstaw języka tego kraju? Słyszałeś kiedykolwiek o czymś takim, jak "lokajska postawa"? Nie? Spojrzyj w lustro.
I ty piszesz o kalectwie umysłowym i intelektualnym! Paradne!

Angielski to podstawa.

Nieznajomość języka angielskiego to oczywiście jest obciach i wstyd zarazem, ale przede wszystkim kalectwo umysłowe i intelektualne. I to nie mówię o stopniu podstawowym, ale już co najmniej średnio zaawansowanym. Nie znać języka, który jest językiem całego naszego globu, moim zdaniem jednym z najpiękniej brzmiących języków, którym porozumiewają się ludzie wszystkich ras, to przecież inwalidztwo ograniczające egzystencję, kontakty interpersonalne, odbiór sztuki, nauki, rozumienie kondycji świata etc. etc. Dzisiaj u nas w kraju dzieci mają już obowiązkowy angielski w podstawówce, ale i tak angielski alfabet i pierwsze lekcje dziecko powinno mieć już od 4 roczku życia. To bardzo ważne, jak pokazuje neurobiologia, by dziecko czym prędzej przyswajało obcy język. Zgadzam się też z negatywnymi opiniami turystów dotyczących nieznających angielskiego kasjerek i obsługujących kolej w naszym kraju. To przecież nie mieści się w głowie, nawet w środku afrykańskiej dżungli znajdziesz tubylca mówiącego po angielsku.

W dzisiejszych czasach chcąc

W dzisiejszych czasach chcąc być konkurencyjnym na rynku pracy nie sposób nie umieć angielskiego, gdyż na większości stanowisk jest on wymagany. poza tym przydaje się podczas urlopu i wycieczek zagranicznych.

języki

Zgadzam się z wpisem z 8 października - to tylko kwalifikacje. Czy potrzebujemy te konkretne? Może bardziej przydadzą się inne np. język niemiecki. Wszak odwiedza nas więcej turystów zza Odry niż poddanych królowej Elżbiety.
Wiele osób ulega jednak presji "bo wypada znać ten język". Trąca to tanim snobizmem, podobnym do gry w golfa wśród "śmietanki".

polishmnie

Jest duże prawdopodobieństwo, że pani z okienka na niemieckiej, francuskiej lub włoskiej "pipidówie" również nie zrozumie angielskiego. Ciekawe czy nasza rodaczka również uznałaby te kraje za "syf", z którego trzeba emigrować? Może - będąc konsekwentną - powinna wyśmiać i wzgardzić Brytyjczykami, którzy nie znają języków obcych? No bo w czym kasjerka X mówiąca tylko w języku ojczystym (ANG) jest lepsza od kasjerki Y znającej również tylko ojczystą mowę (POL).
Angielski ma być wyznacznikiem ucywilizowania? Przeciętny mieszkaniec Bronxu jest na wyższym poziomie kulturowym od profesora z Bolonii?
Dlaczego Egipt, którego mieszkańcy w większości nie mają problemu z j.ang. jest biedniejszy chociażby od Węgier lub Czech?
A co jeśli w niedalekiej przyszłości nieoficjalnym językiem międzynarodowym zostałby chiński lub rosyjski. Czy nasze dumne Polki i ich brytyjscy mężowie staną się przez to głupsi?

Witaj nie tylko tobie ciężko

Witaj nie tylko tobie ciężko wchodzi ten język.Siedzę w Angli już kilka lat i nadal nie potrafię się nauczyć.Nie wiem czy ludziom po 40 wiedza nie wchodzi do głowy czy to stresujące życie ma na to wpływ.Mam nadziej że kiedyś przyjdzie taki dzień że uda mi się nauczyć się tego języka i być z tego dumna.Serdecznie pozdrawiam wszystkich.

agnielski

mam ponad 40 lat. W poprzednim roku postanowiła się uczyć angioe
skeigo bo uważała że to wstyd nic nie umieć...zakończyłam edukację bo mnie nie stać na dalszą naukę a po drugie język angielski stanowi dla mnie dużą trudność, nie słyszę angielskiego ani nie umieć poprawnie wymawiać. Grupa młodszych kolegów radziła sobie lepiej, a słabsi zawsze pozostawali w tyle. Żałuje że nadal się nie ucze w grupie, próbuje w domu ale jest to trudno. Uczylam się rosyjskiego i byłam najlepszą a teraz??? Ją chcę, i będę próbować... Trzynaście za mnie kciuki. A angielski jest już wszędzie, i wstydze się jak mnie ktoś pytać o drogę a ją nie umieć nic odpowiedzieć a najgorzej jest na wczasach, to dla mnie osobiste upokorzenie niestety.

Z angielskim jest jak z

Z angielskim jest jak z każdymi innymi kwalifikacjami. Tylko od ciebie zależy czy chcesz je mieć. Jednemu starcza praca za minimalną, ktoś inny stwierdzi że jednak lepiej jechać do Wawy i szukać coś lepszego. Tylko żeby znaleść trzeba być lepszym od innych, więc idzie się na studia, szkoli języki. Ja nie traktuje braku znajomości języka jako ułomności, ale raczej jako lenistwa i braku ambicji. Tylko że trzeba też pamiętać iż nie każdy może być lekarzem, informatykiem czy dyrektorem. A operator koparki też sporo zarabia (więcej niż ja po studiach ;) a przecież angielski mu niepotrzebny

Starszych ludzi zostawmy w

Starszych ludzi zostawmy w spokoju, prawdopodobnie za ich czasów w szkołach był rosyjski. Jednak młodsze pokolenie powinno znać angielski w co najmniej podstawowym stopniu. Jednak to, co oferują szkoły, rzadko starcza, a młodym ludziom po prostu nie chce się uczyć. Ja natomiast, choć mam 17 lat, nie wyobrażam sobie nie potrafić dogadać się z kimś po angielsku. Nie jestem orłem, ale nim nie trzeba być, żeby w miarę spokojnie porozmawiać. Tak więc do nauki rówieśnicy! :)

W Polsce większym wstydem niż

W Polsce większym wstydem niż nieznajomość języka angielskiego jest nieznajomość języka polskiego. Mimo iż sam nie jestem polonistą, to jednak przeczytałem w życiu kilka książek i jak czasami przeglądam facebooka, to mnie po prostu krew zalewa. Ludzie nie używają polskich czcionek, nie mają pojęcia o podstawowych zasadach gramatycznych, a interpunkcja to już w ogóle coś, co zanikło w średniowieczu. Niektóre błędy są tak rażące, że jakby ja tak napisał na tablicy, to bym nie mógł spać po nocach. Nie wspominając już o sławnych na "na pewno", "w ogóle", "poza tym", "naprawdę", które to pisane są po prostu losowo. Raz tak, raz tak, przecież w końcu się trafi. A może ludzie mają po prostu tak wszystko gdzieś, że nie zwracają już w ogóle uwagi na polski? W takim razie, jak zdali maturę? Jak dostali się na studia? Przecież nie wszyscy mają dysleksje nie? A skoro ktoś tak olewa polski, to jak ma się poprawnie nauczyć angielskiego?